Dlaczego lubię stare zdjęcia

Hej!

Po poprzednim poście o rzeczach które lubię, zaczęło mi wpadać do głowy więcej przykładów. Najwyraźniej odblokowałam jakiś radosny zaworek w głowie. Jedną z tych lubianych rzeczy jest oglądanie zdjęć z lat 60 i 70. Kojarzycie ten moment, gdy odkryjecie nowy serial/zespół muzyczny i wiecie, że teraz będziecie „do porzygu” go oglądać/słuchać i towarzyszy temu uczucie radości i nadziei? To ja tak mam także, gdy odkryję fanpage albo profil na insta, zawierający rzadkie zdjęcia muzyków i aktorów z dawnych lat. Pod koniec posta zdradzę, jakież to odkryłam ostatnio.

Dlaczego lubię stare zdjęcia?

BB

Brigitte Bardot, królowa <3

Bo mam wrażenie, że o wiele gorszy technologicznie sprzęt dawał dużo bardziej naturalny efekt. Zawsze, jak oglądam zdjęcia twarzy moich znajomych zrobione świetnym, profesjonalnym sprzętem, mam wrażenie, jakbym oglądała ich x 10. Są wyraźniejsi niż na żywo i wyglądają zbyt intensywnie. Dlatego na bardzo ostre i wyraźne zdjęcia nakładamy filtry, żeby je postarzyć i pogorszyć jakość. Logiczne :)

Tina

Keith Richards, Tina Turner i David Bowie

Bo w tamtych czasach był prawdziwy rock and roll. Wiem, nie było mnie tam. Może mi się wydaje, bo przetrwały tylko rzeczy godne wspominania. Jednak mam wrażenie, że wtedy muzyka była celem, natomiast sława i pieniądze dodatkiem, a nie, że muzyka była środkiem do osiągnięcia sławy i pieniędzy. Aż miło patrzeć na tych obrzydliwych, spoconych, pijanych muzyków na zdjęciach, którzy po prostu chcą grać swoje.

Bowie

Bowie

Mick

Mick Jagger

Nick

Nick Drake

Bo ludzie wyglądają na nich stylowo i atrakcyjnie, nawet jeśli tacy nie byli. ;)

goldie-hawn-6

Goldie Hawn

Marianne

Marianne Faithful

Sharon

Sharon Tate

Bo kobiety były przecudne. Delikatne i wyraziste równocześnie, seksowne ale ciągle z klasą. Nawet te roznegliżowane zdjęcia mają w sobie delikatność i wdzięk. Przypuszczam, że to także kwestia jakości i kolorystyki.

Na koniec chciałabym Wam polecić fanpage z którego pochodzą zdjęcia do posta – Planet Caravan Vintage Rock Radio and Beyond (nie mogę się nauczyć tej nazwy :D) oraz profil na Instagramie bluemoon_collective.

Buziaki, Valerie

 

Reklamy

Co lubię i co z tym zrobić

Przypomniało mi się dziś, jak lubiłam uzupełniać swój profil na Gronie w czasach jego złotego wieku, czyli jak miałam 15-16 lat. Fb już nie jest pod tym względem super. Brakuje mi jednolitego profilu, w którym można napisać coś obszernego na swój temat, no i grup z tematami i równoległymi postami zamiast 100 komentarzy i odpowiedzi zawierających naklejki. Ciekawe, czy to z profilem to przejaw próżności i potrzeby kreowania swojego zakłamanego wizerunku w sieci.

W każdym razie, pamiętam, jak przez profile moich znajomych przetaczały się kolejne „modne” sposoby ich uzupełniania. Moim ulubionym było wypunktowywanie rzeczy, które się lubi i których się nie lubi. Każdy starał się wymyślić coś ciekawego, żeby nie pisać „lubię kawę” i do tej pory pamiętam, że jedna moja dawna koleżanka lubi miód leisty, a nie znosi skrystalizowanego.

valpud

Postanowiłam więc napisać tu sobie taką listę, żeby zobaczyć, ile rzeczy lubię i mogłabym robić częściej.

  1. Oglądać seriale (ale nie mogłabym robić tego częściej, a raczej nie powinnam). W tej chwili oglądam Modern Family, regularnie wracam do Przyjaciół i Ally McBeal
  2. Porządek, i strasznie bym chciała umieć go utrzymywać, ale NAPRAWDĘ nie umiem.
  3. Śpiewać sobie piosenki z podkładami z youtube. Jedyny powód, dla którego robię to tak rzadko (ostatnio zdarzyło mi się w październiku), chociaż to rozrywka łatwo dostępna, tania i całkowicie pozytywna, jest taki, że martwię się, że nie umiem wystarczająco ładnie. To głupie, przecież nie wszyscy musimy umieć.
  4. Słuchać muzyki w ciemności, pod kołdrą. Najlepiej w ten sposób słucha się Dire Straits. Pamiętam, jak w marcu 2009 roku padało dużo deszczu i słuchając muzyki w takich warunkach czułam się podniośle i bardzo klimatycznie. To były czasy, kiedy pory roku były takie, jak należy. Ach, gdzie te dni!
  5. Jeździć autobusem i słuchać muzyki. W dni, kiedy mam dużo roboty i prawie nie ma mnie w domu, to jest moja chwila wytchnienia i relaksu (serio!). Nie umiem za to czytać w komunikacji miejskiej.
  6. Analizować przeszłość, zwłaszcza ciekawe sytuacje damsko męskie. Słuchając muzyki w ciemności na przykład. Ktoś może już dla mnie nie istnieć, ale piosenki, liściki i słowa żyją wiecznie. To jest punkt, który ABSOLUTNIE nic mi nie daje, ale też nie przeszkadza w niczym.
  7. Czytać książki o rocku i latach 60 i zastanawiać się, co poszło nie tak, że czasy się zmieniły. Jeśli ktoś też lubi ten klimat, szczególnie polecam książki Leksykon buntowników oraz Klątwa rock and rolla, tę drugą nawet bardziej.
  8. Chodzić latem nad Wisłę lub do parków wieczorami. Albo ze znajomymi na alkohol (nad Wisłę oczywiście, bo w parku oficjalnie nie wolno) albo włóczyć się z muzyczką w uszach i cieszyć się pogodą. Naprawdę to uwielbiam, a w minionym roku byłam nie więcej niż 10 razy. Resztę wieczorów spędziłam zapewne uskuteczniając punkt 1.
  9. Zakładać różne zeszyty na cytaty, plany, wycinki. Pamiętam, że w liceum miałam swoje „zeszyty do wszystkiego” i do tej pory jedną z najprzyjemniejszych rzeczy jest ich przeglądanie. Niestety, wraz z momentem w którym przestałam spędzać sześć do ośmiu godzin w szkolnej ławce pozbawiona internetu, przestałam być w stanie zachować ciągłość prowadzenia ich. W pracy jest komputer i pinterest (no i oczywiście masa roboty ale nie oszukujmy się, jesteśmy dorośli). To bardzo smutne.
  10. Ubierać się w sposób, który oddaje moje zainteresowania, czyli rzeczy zainspirowane rockiem lat 60. To dość subtelny ubiór i mam wrażenie, że detale świadczące o zamiłowaniu do tego klimatu zauważają tylko wtajemniczeni. Lubię zarówno męskie elementy, jak i dziewczęcy ubiór w stylu Marianne Faithful czy innych dziewczyn muzyków. Chciałabym mieć fryzjera, który codziennie by mnie czesał w tym stylu. Kto wie, może kiedyś.

Uff, puff.